solidarni w miłości
W minionych miesiącach mieliśmy wiele powodów do zmartwień i smutku. Najpierw kwietniowa tragedia katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, a później majowa powódź. W tych trudnych chwilach optymizmem napawała zmiana na lepsze w nas samych i u osób z pierwszych stron gazet. W zetknięciu z nagłą śmiercią elit polskiego życia politycznego i społecznego nawet media przeżyły swoiste nawrócenie i ukazywały nam prezydenta jako człowieka sympatycznego, wspaniałego, wielkiego patriotę, kochającego męża i ojca. Niestety, dopiero dzięki tej katastrofie poznaliśmy, jakim był człowiekiem.
Jak wiele w nas dobra – uświadomiła nam powódź, która nagle nawiedziła nasz kraj. Sąsiedzi ramię w ramię bronili przed wielką wodą swoje domostwa. Rzesze ochotników organizowało pomoc poszkodowanym. Młodzież robiła kanapki dla osób umacniających wały. W obliczu tragedii zniknęły polityczne spory. Wszystko to zeszło na dalszy plan. Były to dni promocji tego, co dobre, uczciwe i szlachetne. Przez ostatnie wydarzenia tak bardzo cenione przez nas słowo „solidarność” nabrało znów właściwego znaczenia. Byliśmy nade wszystko solidarni w miłości. A do takiej solidarności wzywał nas Jan Paweł II. W Sopocie 5 czerwca 1999 roku mówił do ludzi pracy: „«nie ma solidarności bez miłości». Więcej, nie ma przyszłości człowieka i narodu bez miłości, bez tej miłości, która przebacza, choć nie zapomina, która jest wrażliwa na niedolę innych, która nie szuka swego, ale pragnie dobra dla drugich; tej miłości, która służy, zapomina o sobie i gotowa jest do wspaniałomyślnego dawania. Jesteśmy wezwani, drodzy bracia i siostry, do budowania przyszłości opartej na miłości Boga i bliźniego. Do budowania «cywilizacji miłości». Dzisiaj potrzeba Polsce i światu ludzi mocnych sercem, którzy w pokorze służą i miłują, błogosławią, a nie złorzeczą i błogosławieństwem ziemię zdobywają. Przyszłości nie da się zbudować bez odniesienia do źródła wszelkiej miłości, do tego źródła, jakim jest Bóg, Bóg, który «tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne» (J 3,16)”. „Dzisiaj potrzeba Polsce i światu ludzi mocnych sercem, którzy w pokorze służą i miłują, błogosławią, a nie złorzeczą i błogosławieństwem ziemię zdobywają”. Nie chodzi o to, aby po tych dniach narodowej solidarności zniknęły wszelkie spory polityczne czy społeczne. One są potrzebne i świadczą o tym, że nam wszystkim na Polsce zależy. Chodzi o to, by były to spory twórcze, w których na pierwszym miejscu stawia się dobro Polski i Polaków, a nie partykularne interesy tej czy inne grupy. Czy nam się uda? Przed nami wybory na najważniejszy urząd w Państwie – wybory prezydenckie. Trzeba w nich wziąć udział z nadzieją, że odmienią oblicze naszej ojczystej ziemi, a wybrany przez nas prezydent w poszanowaniu będzie miał ideał budowania «cywilizacji miłości» w naszym narodzie. W wakacyjnych miesiącach bądźmy nadal solidarni w miłości. Okazujmy prawdziwą chrześcijańską miłość wobec tych, którzy na skutek powodzi stracili dach nad głową, warsztaty pracy oraz dorobek całego swego życia. Miejmy otwarte oczy, aby dostrzec ludzi w potrzebie, współczujące serce i chętne dłonie, które przyjdą im z konkretną pomocą. Zachęca nas do tego św. Paweł słowami: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6,2). ks. Krzysztof Zimończyk SCJ (Kraków)
|